Strony

czwartek, 15 stycznia 2015

1. Witamy w Akademii Wodospadów Cienia...

  Jak najciszej otworzyłam drzwi wejściowe i weszłam do środka. Miejmy nadzieję, że rodziców nie ma w domu, bo raczej niezbyt mi się chciało tłumaczyć dlaczego wracam o tej porze do domu. Ostrożnie zeszłam po schodach do piwnicy gdzie znajdował się mój pokój i przebrałam się. 
W-w-w-winter :D
set Evelynn


Nie chciało mi się spać, a tym bardziej wolałam uniknąć rozmowy z rodzicielami. Spakowałam do średniego rozmiaru skórzanej torebki telefon, słuchawki, szkicownik, piórnik i wyszłam z domu. Zatrzymałam się w parku i usiadłam na ławeczkę. Zakręciło mi się w głowie, więc zamknęłam oczy i wzięłam kilka głębokich oddechów. Poczułam ból rozchodzący się stopniowo po całym ciele. Podniosłam powieki i przeraziłam się. Ogień powoli pochłaniał ławkę i muskał lekko moje ciało, a ja nie mogłam nawet ruszyć palcem. Paliłam się żywcem. Próbowałam krzyczeć, ale z moich ust wydobył się jedynie cichy jęk. Czułam jak ogień rozrywa moje ciało od środka. W końcu się poddałam. Powoli stawało się to coraz mniej bolesne, a bardziej... przyjemne. Płomienie zniknęły, a ja poczułam wielką ulgę, bo w końcu mogłam się poruszać.




  Dokładnie przeanalizowałam co się właśnie zdarzyło.Wzięłam kilka oddechów, by się trochę uspokoić i ruszyłam w stronę najbliższej altanki, ponieważ powoli zaczynało kropić. Usiadłam na podłodze przy drewnianej ścianie i wyjęłam swój szkicownik. Przejrzałam po kolei kilka ostatnich rysunków i starałam się o przypływ weny. Wzięłam do ręki ołówek i naszkicowałam twarz młodej dziewczyny. Miała azjatyckie rysy twarzy i ciemne włosy opadające luźno na ramiona. Na jej twarzy malował się uśmiech, który odsłaniał dwa kły. Nawet nie wiem dlaczego, akurat to mi przyszło do głowy. Znając życie nie powinnam pokazywać się w domu jeszcze przez co najmniej kilka dni, więc musiałam zorganizować sobie nocleg. Z chęcią bym tam w ogóle nie wróciła, ale prawo nie pozwala. W mojej kieszeni zawibrował telefon. Mogłam się domyślić kto dzwoni - Matka. Po chwili namysłu odebrałam.
-Gdzie ty się szlajasz po nocy gówniaro?!
-A jak myślisz?
-To nie jest śmieszne idiotko! Masz natychmiast przyjść do domu, inaczej przyjedzie po ciebie policja!
-Dobra, nie unoś się tak! Za pięć minut będę...
Rozłączyłam się. Nie chciałam mieć kłopotów z policją. Leniwie podniosłam się z drewnianej podłogi i ruszyłam w stronę domu.
Jakieś dwadzieścia minut później stałam w przedpokoju słuchając wrzasków matki i znosiłam katy ojca. Nienawidziłam tego, ale już się chyba uodporniłam na ból. No... Przynajmniej ten fizyczny.
-Dosyć tego dobrego. Zapisaliśmy Cię z tatą do specjalnej szkoły. - Powiedziała w końcu matka.
-Co kurwa?! Nie jadę do żadnej szkoły dla dziwaków!
-Właśnie, że jedziesz! Twoje rzeczy już są w drodze. Jutro masz autobus.
-Autobus? A co to jakiś wywóz nastolatków na obóz śmierci?
-Nie żartuj sobie młoda damo. Radzę Ci iść już spać, ponieważ dochodzi północ, a ty masz być na dworcu o godzinie piątej trzydzieści. Jak się możesz domyślić, będziesz tam musiała dotrzeć sama.
-Jesteście pierdolnięci... - mruknęłam odchodząc do pokoju.
Powaliłam się na łóżko i zamknęłam oczy. Dokładnie przemyślałam sobie co dzisiaj się zdarzyło. W ogóle nie rozumiałam co to miało być. Normalnie chyba ludzie nie płoną żywcem w okresie dojrzewania. Wzięłam swojego tajnego laptopa, którego kupiłam w tajemnicy, żeby mnie nie szpiegowali. Mam szczęście, że go nie znaleźli podczas przeszukiwania mojego pokoju podczas mojej nieobecności. Weszłam na TT i napisałam tweeta:

Zostałam skazana na szkołę dla dziwaków. Ratunku ;^;

Później poszukałam coś na temat dzisiejszego wydarzenia i po przeczytaniu kilku artykułów, zamurowało mnie. Ten proces nazywany jest "przemianą". W starych wierzeniach taką transformacje przechodziły pół-feniksy. Trochę się przestraszyłam, ale znając życie da się to jakoś naukowo wytłumaczyć, a to jest tylko stos bzdur. Jednak na wszelki wypadek zapisałam sobie tę stronę. 
Wyłączyłam urządzenie i zasnęłam. 

Szłam wąską, leśną dróżką. Czułam czyjąś obecność, ale nie przejmowałam się tym. Chciałam się wyluzować i wyrzucić z głowy ostatnie wydarzenia. Jednak widocznie ktoś nie chciał mi na to pozwolić. W końcu przystanęłam nad rzeką i odwróciłam się. Za mną stał wysoki brunet.
-Czego? - Powiedziałam opryskliwie.
-Jesteś jakaś... inna.
-Okay. Najpierw mnie śledzisz, a teraz masz zamiar mnie obrażać?
-Nie o to mi chodzi. Po pierwsze. Masz zimną skórę co u zmiennokształtnych jest bardzo dziwne. Po drugie Twój wzór jest.. Dziwny. Coś jakby połączenie wszystkich gatunków, więc powiedz mi jedno. Czym ty do cholery jesteś?!
-Sama bym to chciała wiedzieć - krzyknęłam mu w twarz i usiadłam na trawie podkurczając nogi.
-Boże... Przepraszam. Nie chciałem.
-Aha... Ale jednak to zrobiłeś. - Po moich policzkach zaczęły lecieć łzy. - Idź już.
-Ev.. Ja tylko...
-Nie słyszysz?! Idź sobie! Zostaw mnie w spokoju! - Wrzasnęłam i zakryłam twarz rękoma.
Usłyszałam oddalające się kroki chłopaka. Wstałam i poszłam na pomost. Usadowiłam się na brzegu i spuściłam nogi w dół, tak, że moje stopy były zanurzone w wodzie. Zamknęłam oczy i poczułam jak spadam.
Obudziłam się. Spojrzałam na budzik - 4:13. Jakim cudem nie słyszałam budzika? Z resztą, nie ważne. Zerwałam się z łóżka i wzięłam ubrania leżące na szafce. Pobiegłam do mojej łazienki i przebrałam się.
set Evelynn

 Na szybko zrobiłam sobie lekki makijaż. Zabrałam swój bagaż podręczny i laptopa i szybko wyszłam z domu. Pojechałam taksówką na dworzec i podeszłam do autokaru z napisem "Shadow Falls Camp Academy".  Weszłam do środka i zajęłam wolne miejsce przy stoliku. Obok siebie postawiłam swój plecak i wyjęłam iPoda ze słuchawkami. Włączyłam playlistę i rozsiadłam się wygodnie.
  Poczułam lekkie szturchnięcie. Wyjęłam słuchawki z uszu i spojrzałam na brunetkę wskazującą na miejsce naprzeciwko mnie.
-Zajęte? - Zapytała.
-Nie. Siadaj - uśmiechnęłam się. - Jestem Evelynn.
-Michelle - powiedziała zajmując wskazane miejsce.
-Za co jedziesz?
-Jestem podobno bardzo niezdyscyplinowana, a ty?
-Ja też. Witam w klubie.
Schowałam urządzenie i usiadłam zakładając nogi na fotel obok mnie. Spojrzałam przez szybę. Smutni rodzice machali swoim dzieciom na  pożegnanie, a moi? Nawet nie raczyli się zjawić...
Odjechaliśmy. Jakieś 3 godziny później mieliśmy śniadanie. Każdy dostał po kanapce i soku pomarańczowym. Po posiłku postanowiłam się przespać... Może podróż szybciej mi zejdzie?

Jechaliśmy łącznie około 9 godzin. Wyczerpująca podróż... No chyba, że trzy czwarte drogi się przespało, tak jak ja to zrobiłam. Wracając do tematu... Na miejsce dotarliśmy, jak z resztą można policzyć o godzinie 13:30. Wszyscy wyszli z autokarów, ponieważ było ich kilka z różnych stanów. Biorąc ze sobą bagaże poszliśmy na rozpoczęcie roku do sali bankietowej. Usiadłam na samym końcu, mając nadzieję, że nikt mnie tu ani nie zobaczy, ani tym bardziej nie rozpozna. Uważnie słuchałam zasad i opisów lekcji... Dopóki nie doszło do tematu dosyć... Dziwnego. Mianowicie...
Dowiedzieliśmy się, że jesteśmy nadnaturalni. Oczywiście, nikt w to nie uwierzył. Nikt oprócz mnie. Czyli to o mojej "przemianie" to była prawda. Musiałam się dowiedzieć czegoś więcej. Nagle zobaczyłam, że wzrok prowadzącej apel spoczął na mnie. Ręką pokazała, abym podeszła. Lekko się speszyłam, ale koniec końców podniosłam się i ruszyłam w stronę sceny. Stanęłam obok kobiety.
-Jak się nazywasz? - Zapytała.
-Jestem Evelynn. Evelynn Elizabeth Evans. - Odpowiedziałam cicho.
-Ja się nazywam Holiday. Chyba ty jedyna mi wierzysz, prawda? - Zaśmiała się zaraźliwie.
-Tiaa..
-Przyjdziesz do mnie do gabinetu, dobrze? - Powiedziała. - Widzę, że chcesz się czegoś dowiedzieć o sobie. - Dodała szeptem.
-Dobrze. 
-Możesz już iść do pokoju. Numer 53
-Okay. Dziękuję. - Powiedziałam po czym zeszłam ze sceny i zabierając swój plecak poszłam.
Rozglądałam się za wskazanym przez Holiday pokojem. Zauważyłam dziewczynę w moim wieku.
-Cześć. Wiesz może gdzie jest pokój 53? - Spytałam.
-Jasne. Zaprowadzę Cię. - Wyciągnęła do mnie rękę - Tak w ogóle to jestem Kylie.
-Evelynn. - Odwzajemniłam gest.
-Idziesz potem do Holiday?
-Skąd wiesz? - Zdziwiłam się.
-Masz dziwny wzór. Zresztą mniejsza. Holiday Ci wszystko wytłumaczy.
-Okay...
-To tutaj - powiedziała wskazując na numer drzwi. 
-Dzięki. - Powiedziałam wchodząc do środka. - Do zobaczenia. - Uśmiechnęłam się.
-Do zobaczenia.



1 komentarz: